niedziela, 11 czerwca 2017

Konkurs na żonę - Beata Majewska.

Młody prawnik z Krakowa, Hugo Hajdukiewicz, planuje jak najszybciej zmienić stan cywilny. Założenie rodziny przed trzydziestymi urodzinami to warunek narzucony mu w testamencie przez wuja. W poszukiwaniu idealnej kandydatki pomysłowy biznesmen wprowadza w życie plan „Żona”. Wkrótce poznaje młodziutką, nieśmiałą studentkę. Niedomyślająca się niczego dziewczyna szybko ulega urokowi przystojnego mężczyzny. Jednak misternie przygotowany plan matrymonialny niespodziewanie wymyka się spod kontroli…

Choć to pierwsza książka Beaty Majewskiej, to mogliście się spotkać z jej twórczością znacznie wcześniej, kiedy pisała jako Augusta Docher. A jako że cenię sobie polskich autorów, po "Konkurs na żonę" sięgnęłam z nieukrywaną ciekawością. I od razu mówię - nigdy nie skreślajcie naszych rodzimych pisarzy, mogą Was nieraz zaskoczyć!


A wracając do tematu, to muszę przyznać, że niestety początek tej książki był dla mnie dosyć oporny. Swój udział w tym mieli główni bohaterowie, którzy mnie zwyczajnie irytowali oraz sama historia, która wydawała się dosyć denna, zbyt naiwna i naciągana. Ale czym dalej brnęłam, tym więcej pozytywnych odczuć się pojawiało i wypierało te negatywne. "Konkurs na żonę" należy do tego typu powieści, którym trzeba dać szansę na pokazanie swojego potencjału. Bo mamy go tutaj dużo, choć nie do końca został wykorzystany, jest to jednak dobre wprowadzenie do właściwej akcji.

Największy problem miałam z bohaterami, w szczególności z Łucją. To taka naiwna dziewczyna, tak łatwowierna, jej sposób myślenia i zachowanie nieraz wykraczały poza normy, jest zupełnie zaślepiona miłością do faceta, a trzeba dodać, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia, z jej strony oczywiście. Z czasem jednak nabiera ona charakteru, ba, nawet zaczyna wzbudzać sympatię! Podobnie sytuacja wygląda z Hugo - na początku zimny, wyrachowany wręcz drań, który myśli tylko o tym, co zrobić, by móc jak najlepiej na tym wyjść. Jest samolubny oraz egoistyczny, ale wraz z rozwojem historii jego postać nabiera kolorów, a serce dochodzi do głosu.

Co mnie jednak w tym kuło, to relacje między tą dwójką. Brakło mi takiego uwypuklenia ich wzajemnych uczuć, głębszego pokazania tego, co się między nimi rodziło, co do siebie czuli. I mam tu na myśli głównie męskiego bohatera, bo to właśnie u niego następuje zmiana w tej sferze, to on się powoli otwiera na nowe doświadczenie. A czułam, że tę kwestię nie tyle pominięto, ile uproszczono i poświęcono jej za mało uwagi.

"Konkurs na żonę" zyskuje w oczach z każdą kolejną stroną, by zakończyć się w wielkim stylu, pozostawiając po sobie burzę emocji i apetyt na więcej. Historia dosyć szablonowa, jednak ukazana w nowy, świeży sposób. Jest kilka rzeczy, które można by poprawić, ale ostatecznie książka warta uwagi. Już nie mogę doczekać się kolejnej cześć i Wam również polecam sięgnąc po historię Łucji  i Hugo.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Czekam na wrażenia po lekturze :)

      Usuń
  2. Dziękuję za recenzję :) Mam nadzieję, że sięgniesz po drugą część, żeby poznać koniec tej historii :) Pozdrawiam. Autorka.
    ps. Łucja też mnie nieraz wkurzała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że sięgnę po drugą cześć, zakończenie pozostawia po sobie zbyt wiele emocji :)
      Oj, Łucja, o tak, potrafiła zirytować. Jednak z drugiej strony, ja uwielbiam bohaterów, którzy przechodzą taką wewnętrzną przemianę i w dodatku na lepsze. Także za to Łucja u mnie ma ogromnego plusa :)

      Usuń