Dziecko Odyna - Siri Pettersen


Wyobraź sobie, że brakuje ci czegoś, co mają wszyscy inni. Czegoś, co stanowi dowód na to, że należysz do tego świata. Czegoś tak ważnego, że bez tego jesteś niczym. Jesteś zarazą. Mitem. Człowiekiem.
Piętnastoletnia Hirka dowiaduje się, że jest dzieckiem Odyna – bezogoniastą zgnilizną z innego świata. Pogardzaną. Budzącą lęk. I ściganą. Ktoś chce ją zabić, by pozostało to tajemnicą. Istnieją jednak gorsze rzeczy niż dzieci Odyna, a Hirka nie jest jedyną istotą, która przedarła się przez bramy…
Dzikus z Północy kaleczy nożem niemowlę, by ukryć, że dziewczynka urodziła się bez ogona. Gnijący członek Rady desperacko walczy o to, by wywołać wojnę. Ubóstwiany syn z arystokratycznego rodu wyrzeka się własnego dziedzictwa i godzi mieczem w swoich. Mieszkańcy opuszczają swoje domy i gospodarstwa ze strachu przed istotami, których nikt nie widział od tysiąca lat. A rudowłosa, bezogoniasta dziewczyna ucieka, by ratować życie, i nie wie, że to wszystko dzieje się z jej powodu.


Zawsze zastanawiałam się czy skandynawska fantastyka może osiągnąć tak wielki sukces jak skandynawskie kryminały. Trylogia nordycka już od jakiegoś czasu mnie kusiła, bo sądziłam, że przyniesie mi powiew czegoś świeżego, że będzie to jakaś odskocznia. To była moja pierwsza próba i na szczęście nie zawiodłam się.

Aż dziw bierze, że Siri Pettersen w swoim debiucie (!) stworzyła tak rozbudowany i niesamowity świat. Już na początku wita nas mapa, która pomaga się rozeznać i ułatwia podróżowanie z bohaterami. W książce poznajemy świat Ym składający się z jedenastu krain, choć nie wszystkie poznamy dokładnie, zamieszkiwanych przez człekokształtne stworzenia ogoniaste zwane ætlingami. W tej oto nowej rzeczywistości każdy potrafi wyczuć i używać Envy, kruki są posłańcami i skrzydłami Rady sprawującej piecze nad ludźmi, a jedynym stwórcą jest Widzący. A to zaledwie początek wejścia w wyobraźnię autorki, bowiem czym dalej, tym lepiej poznajemy nowy świat i tym łatwiej jest się w nim zakochać. Co prawda czasem brakło mi jakiegoś wyjaśnienia, wytłumaczenia niektórych rzeczy, ale były to sytuacje sporadyczne i nie rzutowały jakoś specjalnie na odbiór.

Fabularnie "Dziecko Odyna" wypada nieco gorzej. Pod tym względem raczej nie jest odkrywcza, powiedziałabym nawet, że trzyma się pewnych schematów, które są dosyć popularne w tym gatunku, co nie znaczy, że jest nudno. Siri Pettersen pisze w taki sposób, że szablonowe rzeczy przekuwa swoim warsztatem w coś interesującego, z czego można wyciągnąć jeszcze resztki nadające się do podania czytelnikom, tak by ich nie odstraszyć. Akcja z początku jest wolna, to prawda, ale później się rozkręca i nie zauważamy, jak daliśmy się porwać lekturze. 

Być może moje uwielbienia do "Dziecka Odyna" pochodzi nie tylko od świata i samej historii, ale również od bohaterów. Są tacy wspaniali, że aż się nad nimi rozpływałam. To postacie, które coraz więcej zyskują w naszych oczach, kiedy jest się w stanie poznać lepiej ich przeszłość i myślenie, przyczyny ich decyzji. Widać, że są dopracowani i dobrze przemyślani, a każdy z nich ma swój wkład w tę powieść, nawet i ten najmniejszy, ale widać, że wnoszą oni coś do siebie. No i jeszcze ten mały romans między Hirką i Rimem! Jest on tak delikatny, tak niewinny i piękny, pojawia się w minimalnych ilościach, ale kiedy już o nim czytamy to ociepla serducha.

Ja "Dzieckiem Odyna" jestem oczarowana. Choć nie pozbawiona wad, to jednak wciągająca opowieść, która pozostawia z chęcią natychmiastowego sięgnięcia po kontynuację. Jestem pewna, że jeśli ktoś po nią sięgnie, nie będzie rozczarowany i z pewnością zatraci się w tej historii równie mocno jak ja.

2 komentarze:

  1. Nigdy nie czytałam nic ze skandynawskiej fantastyki, więc jestem bardzo ciekawa tej książki. Fajnie, że autorka stworzyła tak rozbudowany świat, mimo iż jest to jej debiut ;)

    OdpowiedzUsuń