Red Rising: Złoty Syn - Pierce Brown

Darrow au Andromedus, sławny absolwent Instytutu Marsa, wspina się coraz wyżej po szczeblach kariery wśród Złotej Elity. Jego drogę znaczy krew nie tylko wrogów, lecz i przyjaciół. Jednak celem Darrowa nie jest awans i bogactwo. Wypełnia inną misję – próbuje osłabić Złotych tyranów od wewnątrz i obalić ich bezwzględne rządy nad ludzkością. Wydaje się, że jest już blisko osiągnięcia celu, gdy ponosi klęskę. Świat Złotych gardzi przegranymi i spycha ich na dno bez litości. Nie ma tu przyjaźni, tylko sojusze – dawni bracia stają się wrogami, a śmiertelni wrogowie aliantami. Darrow boleśnie się o tym przekona.

Po wspaniałej przygodzie, jaką było "Red Rising. Złota krew" wprost nie mogłam się doczekać kontynuacji. Pierce Brown stworzył coś niezwykle mocnego oraz niesamowitego, co pozostawiło po sobie ogromne obietnice. I już teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że zostały one spełnione.


Już na początku widać, że "Złoty Syn" będzie pełen akcji. Kiedy już raz się zacznie, trudno się wybić i przestać czytać, choć nie przeczę, zdarzały się momenty, kiedy czułam się lekko znużona. Nie powiedziałabym również, że historia biegnie na złamanie karku, raczej płynie swobodnie, naturalnie i swoim własnym tempem, raz szybciej, kiedy indziej wolniej. Książka jest bogata w różnorodne wątki, układy pomiędzy rodami i mnóstwo politycznych zagrywek. Nie zabraknie nagłych zwrotów, kłamstw czy działań wojennych, czasami trzeba mocniej wytężyć umysł, żeby za tym wszystkim nadążyć i się nie pogubić.

Szczególnie spodobało mi się rozwinięcie i rozbudowanie świata przedstawionego oraz dokładne zaprezentowanie społeczeństwa, bo trzeba że pod tymi względami drugi tom nabiera pełniejszych kształtów. System kastowy jest bardziej usystematyzowany, dostajemy na jego temat więcej szczegółów i lepszy wgląd w strukturę. Autor oferuje również bardziej rozwinięty świat, bogatszy o jego historię, sposób funkcjonowania i działania, i kilka ciekawych zdarzeń dotyczących przeszłości Ziemi oraz innych planet Układu Słonecznego. Mimo to pozostał pewien niedosyt, niezaspokojona chęć na jeszcze więcej i mam nadzieję, że w trzecim tomie poczuję się wystarczająco usatysfakcjonowana.

W "Złotym Synu" widać pewną zmianę, jaka zachodzi w Darrowie. Zaczyna się godzić z nowym życiem, nie zapominając jednocześnie o misji i o tym, kim tak naprawdę jest, skąd pochodzi. Walczy o ród, którego jest przedstawicielem, zawiera nowe przyjaźnie, ratuje i zabija dziesiątki ludzi. Niezwykle przyjemnie czytało się o człowieku, inteligentnym i ciągle kształtującym swoje przekonania, rzuconego pomiędzy ludzi, których będzie musiał zdradzić. O kimś, kto nade wszystko jest wierny swoim ideałom i chce zmienić świat.

Jednak nie można zapomnieć o pozostałych bohaterach, którzy dalej się rozwijają i tworzą niepowtarzalny klimat. Pierce Brown unika błędu, jakim jest nadanie charakterów tylko głównym postaciom, a pozostałych zepchnięcie na dalszy plan. Nie, on potrafi tchnąć osobowość nawet w mniej ważne jednostki, dając im życie. Nie boi się postawić odważnych kroków, rzuca bohaterom kłody pod nogi i stawia w trudnych sytuacjach, tak byśmy mogli poznać ich jak najlepiej. 

Sądzę, że ta trylogia będzie jedną z lepszych, jakie czytałam i naprawdę warto zwrócić na nią uwagę. Z pewnością odnajdą się tu osoby, którym nie straszne prawdziwie brutalne dystopiczne wizje osadzone w galaktycznym świecie i wymagające od czytelnika więcej niż przeciętna pozycja. Nie pozostaje mi nic innego, jak wyczekiwać ostatniego tomu i jeszcze raz gorąco zachęcić do zapoznania się z historią Darrowa.

4 komentarze:

  1. Brzmi nieźle, choć sama mam uraz do dystopii :) Będę mieć ten tytuł na oku.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapiszę sobie ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie przeczytałam tylko pierwszą część, ale jestem nią zachwycona. Już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejną ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie od jakiegoś czasu przesladuje te pozycja.
    Zapraszam:
    kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń