Świat podziemi - Meg Cabot

Siedemnastoletnia Pierce nie umarła. Ale wyrwana ze swojego świata, ze szkoły i z rodziny, jest uwięziona w mrocznej krainie pomiędzy niebem i piekłem, gdzie dusze zmarłych czekają na swoją ostatnią podróż.

John Hayden, pan zaświatów, sprowadził ją tu jak Hades mityczną Persefonę. Twierdzi, że tylko tu jest bezpieczna. Że tylko tu może ją chronić. Bo niektórzy zmarli powracają – jako Furie, by się zemścić na nim… i na jego ukochanej. Lecz to tylko część prawdy, jaką wyjawia jej John. A bardziej niebezpieczna niż gniew Furii może okazać się miłość Pierce do władcy tego świata…

Po pierwszym tomie trylogii byłam nieco neutralnie nastawiona do „Świata podziemi”. Oczekiwała czegoś na poziomie zbliżonym do „Porzuconych” albo nawet wyższym. Jak to wyszło?

Może zacznę od bohaterów, a dokładniej od bohaterki, bo wedlug mnie to najsłabszy punkt w całej historii. Pierce jest do bólu naiwna i miejscami wołało to o pomstę do nieba, naprawdę. W wielu sytuacjach nie potrafi się odpowiednio zachować i nie wie do czego dąży,  co chwilę potrafi zmieniać swoje zdanie. W zachowaniu Pierce podobał mi się jedynie stosunek do rodziny i przyjaciół oraz jej niezwykła lojalność.

Za to John wydał mi lepiej dopracowany. Bardziej konsekwentny w swoich działaniach, robił wszystko, co uznał za słuszne dla dobra ukochanej. Potrafił użyć podstępów, kłamać i uciekać się do sztuczek, byle tylko zatrzymać Pierce przy sobie. Miłym dodatkiem było przedstawienie nowych bohaterów, towarzyszy Johna, których jednak słabo poznajemy.

Słabiej wypadła również akcja w „Świecie podziemi”. Czytając, miałam wrażenie, jakby wszystkie wydarzenia, nawet te mało istotne rozciągnięto do maksymalnej długości, byle tylko zyskać kilka dodatkowych kartek. Dopiero w połowie ksiązki zaczyna się dziać coś interesującego, ale nim zdążyłam się w pełni zagłębić, był już koniec.

Tak jak w poprzednim tomie, tak i tutaj straciłam poczucie czasu. Styl pani Cabot sprawił, że strony przelatywały mi pod palcami i sama nie widziałam, kiedy już skończyłam. Fakt, że „Świat podziemi” ma typowo młodzieżowy język, ale ciężko go nie polubić.


Podsumowując, druga cześć trylogii wypadła o wiele słabiej od swojej poprzedniczki. Z pewnością jest lekką i niezobowiązująca odskocznią, ale nie wyróżnia się na tle innych. Mimo to chciałabym przeczytać ostatni tom, bo zakończenie pozostawiło wiele do wyobraźni.

6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz