Strażnicy światła - Abby Geni

Siedmioro ludzi. Jedna mała wyspa. Wyizolowane środowisko, ograniczona grupa, problemy z zaufaniem oraz bezwzględna, tylko pozornie losowa śmierć raptownie zbierająca żniwo…
Miranda jest fotografką natury, która została wysłana na zawodową misję. Jej zadaniem jest robienie zdjęć ukazujących piękno otaczającej przyrody maleńkiej wyspy. Towarzyszy jej jedynie sześciu osobliwych naukowców. Dzień po dniu, Miranda jest świadkiem niewiarygodnych wydarzeń; pogłębia swoje przywiązanie do egzotycznych wysp i… współtowarzyszy. Jednak mimo zażyłości, czuć dziwny niepokój w powietrzu – budzące lęk podejrzenia. Atmosfera robi się coraz gęstsza; słychać szepty o legendzie mówiącej, że miejsce ich zamieszkania zwie się „Wyspami Śmierci”… A z każdym kolejnym aktem przemocy robi się… duszno. I już każdy jest podejrzany o najgorsze.

Czytając opis na tylnej okładce, można odnieść mylne wrażenie (przynajmniej ja takie odniosłam), że ta historia to kryminał pokroju "I nie było już nikogo" Agathy Christie, gdzie na odizolowanej i odciętej od cywilizacji wyspie grupa ludzi stara się odkryć prawdę. Co niestety odbiega nieco od rzeczywistości, bo choć pojawiają się zagadki, niejasne okoliczności śmierci i wiele pytań, wyjaśnienie sprawy domniemanego zabójstwa jest sprawą podrzędną i nie  poświęcono jej zbyt wielkiej uwagi. Jednak w zamian dostajemy powieść głęboką, poruszającą temat straty i poszukiwania siebie.

To, co naprawdę się tutaj liczy to świat przyrody. Abby Geni w "Strażnikach światła" wiele uwagi poświęca samym wyspom oraz zwierzętom, ich zwyczajom i życiu, dlatego też niewiele jest tutaj akcji. Ale od razu uprzedzam tych, którzy mogą na to kręcić nosem, że autorka ma tak wspaniały styl i jej opisy są prowadzone w sposób tak niezwykły, że z przyjemnością czyta się dalej. W jej wydaniu opisy są wręcz żywe, namacalne, pokazują, że natura żyje własnym życiem. Odsłaniają przed nami jej najmroczniejsze strony, jej dzikość i brutalność, aż człowiek zaczyna rozumieć, że nie ma z nią najmniejszych szans. Abby Geni pisze w taki sposób, że czytelnik niemal czuje się tak, jakby sam znajdował się na wyspach, doświadcza tej samej izolacji co Miranda, tej samej straty poczucia czasu.  To wszystko składa się na niepowtarzalny klimat, pełnego niepokoju i swoistego ducha wyspy, że niejedna osoba będzie pod wrażeniem.

"Strażnicy światła" nie są przedstawieni  w zwykłej formie, to raczej rodzaj jednostronnej korespondencji, listów, które Miranda pisze do swojej nieżyjącej matki, składających się z wydarzeń z dzieciństwa jak i tych teraźniejszych. Jeśli chodzi o bohaterów, to są to postacie faktycznie nietypowe, choć zdarzało się, że ich zachowanie czasem zakrawało o wręcz nieprawdopodobne. Główną bohaterkę cenię szczególnie za jej oddanie do fotografii, które zostało ukazane naprawdę pięknie, aż sama nieraz miałam ochotę wziąć aparat do ręki. Jednak wydawało mi się, że jej zachowanie jest zbyt apatyczne i jakoś do końca pozostałam wobec niej neutralna.

Co mogę powiedzieć? Ta książka jest piękna. Nie ze względu na historię, ale na sposób, w jaki została napisana. Abby Geni należą się za to ogromne brawa, bo stworzenie tak wspaniałego klimatu oraz tak żywych opisów wymaga talentu. Sama historia nie powala, ale trzeba przyznać, że jest tutaj coś nietypowego, innego. "Strażnicy światła" zasługują na miano dobrego dreszczowca i mogę pokusić się o stwierdzenie, że dla mnie będzie to jedno z lepszych odkryć tego roku.

4 komentarze:

  1. Czuję recenzją zachęcona do przeczytania tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi ciekawie, ale w sumie spodziewałam się tego po tej książce. Mam nadzieję, że dorwę ją kiedyś na jakieś promocji!


    Pozdrawiam,
    Magda z Dwie strony książek

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta ksiązka jest u mnie obowiązkowa, najbardziej zachęcająca premiera miesiąca, także z pewnością po nią sięgnę :) Jestem ciekawa tego klimatu, bo uwielbiam klimatyczne powieści i wprost nie mogę się doczekać "Strażników..." :)

    OdpowiedzUsuń