Śpiący giganci - Sylvain Neuvel

Kiedy pod jadącą rowerem Rose zapada się ziemia i dziewczynka ląduje na ogromnej metalowej dłoni, nikt nie podejrzewa, że to zwiastun wydarzeń, które pchną losy ludzkości na nowe tory. Siedemnaście lat później Rose realizuje swoje marzenie: trafia do zespołu, którego zadaniem jest rozwikłanie tajemnicy zagadkowego artefaktu. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na całej planecie spod ziemi wyłaniają się ukryte przez tysiące lat, kolejne elementy kolosalnych posągów-robotów. Skąd się wzięły? Czemu miały lub mają służyć? Jaka rola przypadnie Rose w rozwikłaniu zagadki?

Szczerze przyznam, że napaliłam się na tę powieść. Zapowiadała się naprawdę dobrze, sądziłam, że będę miała do czynienia z cywilizacją pozaziemską, może pojawiliby się jacyś kosmici, coś idącego w tym kierunku. Nie dostałam tego, lekko się rozczarowałam...Ale do rzeczy.

Po pierwsze, "Śpiący giganci" napisani są w dość nietypowy sposób. Prawie wszystko jest tu oparte na  dialogach, a właściwie na wywiadzie, gdzie jedna strona zadaje pytania, a pozostali odpowiadają, z niewielkimi wyjątkami w postaci wpisów z "pamiętników" bohaterów, które są rzadkością. Pomysł ciekawy, jednak działa na niekorzyść książki. Nie ma tu żadnej akcji, fabuła zostaje nieco spłycona, przedstawione są suche fakty bez żadnych emocji. Z racji, że te "wywiady" opisane są z punktu widzenia pytającego, czyli jakby naszego "głównego bohatera", to wydarzenia, w których nie brał udziału, czasami zostają tyko nadmienione i nie są dalej rozwijane. 

Po drugie, bohaterowie. Przez wzgląd na to, że są tu same rozmowy, nie mamy zbyt wielkiego wglądu w ich charaktery. Choć jeśli mam być szczerza, Sylvain Neuvel umiejętnie wybrnął z tej sytuacji i stworzył postacie interesujące i wyraziste na tyle, by nie wzbudzały one niechęci i by nie zarzucić im sztuczności. Nie jest ich zbyt dużo, zaledwie garstka, ale każda z nich ma swoją osobowość, a co ważniejsze autorowi udało się sprawić, by ich losy nie były mi obojętne. Jedynie "pan tajemniczy" mnie irytował. Prowadził rozmowy z innymi, ale o nim samym praktycznie nic się nie dowiedziałam. Jest wszystkowiedzący, ma nie wiadomo jak wielkie koneksje i znajomości, że nawet prezydent nie jest problemem, a pieniądze to chyba mu rosną na drzewach. W pewnym momencie to staje się trochę denerwujące.

Tak trochę ponarzekałam, ale w rzeczywistości "Śpiących gigantów" czytało mi się całkiem przyjemnie i historia mnie wciągnęła. Były momenty, które mnie mocno zaskoczyły, a fabuła nie była zbyt przewidywalna, nie ma tu oklepanych wątków. Mimo że forma nie przypadła mi do gustu, to do samego stylu Sylvaina Neuvela nic nie mam, był prostu i łatwy w odbiorze. 

Ostatecznie mam lekko mieszane uczucia co do tej książki. Pomysł nie był zły, ale coś zaczęło zgrzytać przy realizacji. Jeśli ktoś lubi sobie poeksperymentować albo jest zainteresowany samą historią, koncepcją tej książki, niechaj po nią sięgnie. Dodam jeszcze, że w prezencie dostaniecie wspaniałą oprawę graficzną.  

1 komentarz:

  1. Ta książka już przyciągnęła moją uwagę jak tylko zobaczyłam ją na stronie wydawnictwa. Bardzo mnie ciekawi, więc może sięgnę. :3
    Lost in books

    OdpowiedzUsuń