Moje miejsce na ziemi - Carole Matthews


Ayesha ucieka od brutalnego męża razem z córką. Znajdują bezpieczne schronienie w wielkim domu byłej gwiazdy popu, Haydena Danielsa, który od paru lat ukrywa się przed ludźmi. W domu Haydena mieszkają również inne osoby po przejściach: Crystal, tancerka w nocnym klubie, i Joy, emerytka w permanentnie złym humorze. Wszyscy samotni, pokiereszowani przez życie, tworzą niekonwencjonalną rodzinę. Jednak mąż Ayeshy nie daje za wygraną. Za wszelką cenę chce ją odnaleźć i ukarać. 

Czasami trzeba przeczytać coś lżejszego i optymistycznego, żeby odpocząć i nabrać siły na mocniejsze pozycje. To taka krótka przerwa, na która każdy z nas ma ochotę od czasu do czasu.
"Moje miejsce na ziemi" nie było tym, czego się spodziewałam. Przede wszystkim sam temat, czyli przemoc w rodzinie oraz fizyczne znęcanie się męża nad żoną jest tematem bardzo ważnym i myślałam, że Carole Matthews pójdzie w tym kierunku, poświęcając więcej uwagi na to, jak czuje się taka ofiara i w jakim stopniu rzutuje to na jej psychikę, czyli trochę poważniejsze klimaty. A w rzeczywistości temat został opisany po macoszemu. Trafiają się jakieś wzmianki na ten temat, wiemy, że problem istnieje, ale nie sądzę, żeby zachowanie Ayeshy dobrze odwzorowywało zachowanie osoby, która przeszła przez takie piekło. Dla mnie była po prostu mało wiarygodna, prawie od razu przechodzi do zwykłej codzienności, a straszne wydarzenia, jakie miały miejsce w jej dawnym domu, nie przeszkadzają jej przed nawiązywaniem nowych znajomości z mężczyznami. 

Poza tym jest to książka z rodzaju tych lekki, naiwnych, cukierkowych, ale całkiem przyjemnych. Jest przewidywalna, nawet bardzo, no i schematyczna do bólu, Ayeshy prawie wszystko od razu się udaje, nie ma żadnych trudności i na każdym kroku otrzymuje wsparcie, co może być nieco irytujące, ale ma w sobie coś pozytywnie nastrajającego. Nie wywołała u mnie emocji, jednak wspomina mi się ją nadzwyczaj miło. To historia walki o lepsze życie nie tylko dla siebie, lecz również dla dziecka. Carole Matthews pokazuje, że wszystko jest możliwe, wystarczy tylko mocno chcieć i starać się ze wszystkich sił, a w pewnym momencie natrafimy na kogoś, kto nam pomoże. 

"Moje miejsce na ziemi" miejscami przypominało taką bajkę - niezbyt realną, niewymagającą, lekko infantylna, ale z pouczającą puentą na koniec. Jeśli ktoś chce czegoś bardzo optymistycznego, to nie musi już dłużej szukać, bo własnie idealnie trafił, w innym przypadku zastanowiłabym się chwilę, czy to aby na pewno dobry pomysł.

2 komentarze:

  1. Twoje podsumowanie sprawiło, że nie mam nawet ochoty na tę powieść, wymieniłaś w nim bowiem wszystkie cechy, których nie lubię w powieściach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem lubię przeczytać coś takiego lekkiego, optymistycznego... :D A infantylność mi nie przeszkadza :D

    OdpowiedzUsuń