Ender - Lissa Price

Callie, dawniej bezdomna, mieszka teraz z Tylerem i Michaelem w okazałej rezydencji zapisanej jej przez bogatą renterkę Helenę. Myślała, że to już koniec walk pomiędzy Starterami a Enderami i w końcu będzie mogła prowadzić spokojnie życie. Jednak nawet teraz nie może się czuć bezpieczna. Pomimo zburzenia i zdelegalizowania przez rząd banku ciał, nosiciele chipów są tropieni i porywani przez nieznanych prześladowców. Jest świadoma tego, że Stary Człowiek nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. 

Mam nadzieję, że jeszcze nie zapomniano o przygodach Callie i jej walce ze Starym Człowiekiem? "Starter" był naprawdę ciekawą wizją świata po Wojnie Bakteriologicznej. I choć mnie nie zaszokował i lekko raził swoimi niedociągnięciami to jednak miło wspominam spędzony z nim czas. Druga cześć miała ogromne możliwości i liczyłam, że autorka wykorzysta potencjał, który poprzednio nie został do końca wykorzystany. 


Przede wszystkim spodziewałam się dokładniejszego nakreślenia świata, chciałam zdobyć więcej informacji na jego temat, bo niewiele się o nim dowiedziałam i znajdowało się w nim trochę nieścisłości, które według mnie powinny zostać sprostowane i wyjaśnione. Niestety, czułam jakby Lissa Price zupełnie zignorowała ten aspekt i wyszło tak, że znów znalazłam się w jednowymiarowej rzeczywistości, nakreślonej trochę ot tak sobie.

Callie nie była bohaterką, która pokochałam, jednak zyskała moją sympatię swoją odwagą, chęcią walki oraz bezgraniczną miłością do młodszego brata, dla którego gotowa była poświecić swoje życie. Ale tutaj coś się zmieniło, Callie przeszła pewną metamorfozę i stała się marudną i ciemną dziewuchą. Wierzyła praktycznie we wszystko, co jej powiedziano, nowe informacje poddawała szybkiej, pobieżnej ocenie, zupełnie jakby się nad nimi w ogóle nie zastanawiała i uważała, że skoro ktoś tak powiedział, to musi być prawda. Czasami aż brakowało mi słów wobec jej zachowania. 

Pod koniec "Startera" zastanawiałam się, jak Lissa Price poprowadzi wątek Callie i Blake'a. Cóż, już nie musiałam się o to martwić, bo tutaj ten temat zostaje pominięty i jakby urwany w połowie. O Blake'u czytałam przez krótką chwilę, by, uwaga, mógł on zostać zastąpiony przez innego bohatera. W pierwszej części bardzo podobał mi się lekko zarysowany romans, problemy bohaterki nie wysuwały się na pierwszy plan, były tyko dodatkiem, niestety tym razem autorka poszła w zupełnie przeciwnym kierunku i efektem jest trójkącik. 

Niemniej jednak lepiej wypadła akcja. Cały czas coś się dzieje i w sumie mogłabym dać za to duży plus, tyle że miałam wrażenie, jakby każde zdarzenie opisano możliwie jak najszybciej i najmniej dokładnie. Fabuła była mniej wciągająca i mniej dynamiczna. Ogólnie rzecz ujmując, czytało mi się jakoś tak płasko i bez emocji. 

Według mnie "Ender" wypadł słabiej niż sobie to wyobrażałam i zaniżył poprzeczkę, jaką postawiłam Lisie Price. Pierwsza cześć, mimo pewnych uchybień, spodobała mi się, wciągnęła do świata Starterów oraz Enderów, druga zaś irytowała i niestety pozostawiła po sobie niemiły posmak. Autorka powiela swoje błędy, dodając do tego jeszcze utarte schematy, czego efektem jest typowa młodzieżówka, jakich dziś wokół nas pełno. 

3 komentarze:

  1. Czytałam pierwszą część, a druga leży już na półce w kolejce do przeczytania, jednak słyszałam negatywne opinie. No cóż, muszę się przekonać...
    Buziaki :*
    SilverMoon z bloga Fantastyczne książki

    OdpowiedzUsuń
  2. II część jeszcze przede mną, ale recenzja mnie zainteresowała nią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tej serii mnie jakoś szczególnie nie ciągnie. ;) Może kiedyś, przypadkiem. ;)

    OdpowiedzUsuń