Pojedynek na słowa - Connie Willis

Niedaleka przyszłość. Prosty zabieg ambulatoryjny EED robi prawdziwą furorę wśród zakochanych. Najnowszy wynalazek medycyny ma zwiększyć wzajemne zrozumienie między partnerami, a tym samym zbliżyć ich do siebie. Briddey Flannigan jest zachwycona, gdy jej chłopak, Trent, proponuje, by jeszcze przed ślubem poddali się zabiegowi, który scementuje ich związek. Dzięki temu staną się sobie jeszcze bliżsi. Ale nie wszystko idzie zgodnie z planem. Okazuje się, że musiało dojść do jakiejś pomyłki, bo Briddey czuje się zespolona, tyle że nie ze swoim chłopakiem.
To więcej niż dziewczyna może znieść. Ale to dopiero początek kłopotów. Briddey szybko uświadomi sobie, że nadmiar informacji nie jest niczym dobrym, a miłość i komunikacja międzyludzka są o wiele bardziej skomplikowane, niż kiedykolwiek mogłaby przypuszczać.

Connie Willis jest dosyć znaną pisarką za granicą i to z niemałym dorobkiem, więc patrząc na to wszystko, wyrobiłam już sobie przekonanie, że to autorka z doświadczeniem, także źle nie może być.

I źle nie było. Było średnio. Wiecie, widząc, ile książek ma na koncie Willis, spodziewałam się czegoś więcej, bo trzeba przyznać, że "Pojedynek na słowa" pod pewnymi względami jest niedopracowany i niestety to czuć. Po pierwsze, brakło mi tu konkretów. Wiemy, że to bliżej nieokreślna przyszłość, gdzie technologia przejęła kontrolę nad życiem człowieka, ale to w zasadzie tyle. Wiemy, że Briddey pracuje w Commspan, ale co ona tam dokładnie robi? Oprócz odrzucania telefonów i przekładania spotkań, oczywiście. Samemu EED równie nie poświęcono zbyt wiele uwagi. Odniosłam wrażenie, że Connie Willis po prostu miała jakiś pomysł i za wszelką chciała go jak najszybciej przelać na papier, nie czując potrzeby, żeby dodać więcej szczegółów, jakoś uzupełnić tę historię.

"Pojedynek na słowa" to komedia romantyczna w konwencji science-fiction, tak? Do końca nie jestem pewna, gdzie mogłabym zakwalifikować tę powieść. Znajdzie się tu humor sytuacyjny czy żarciki słowne i z tego, co zdążyłam zauważyć, niektórym spodobało się poczucie humoru autorki. Mnie jednak nie przekonało, miejscami wręcz irytowało. Samego "science" nie było tutaj wiele, powiedziałaby raczej, że to tylko dodatek. Connie Willis skupia się na problemie komunikacji w świecie technologii i tym, jak utrudnia ona wzajemne zrozumienie się.

Zaś jeśli chodzi o bohaterów, to przyznam, że część z nich była naprawdę...wyjątkowa. Mówię tu o rodzinie Briddey, która jest tak cudaczna, że i mi zdarzyło się być zirytowaną ich zachowaniem i mieć ich dosyć. I nie jestem pewna czy to wada czy zaleta. Briddey zaś była zarówno sympatyczna, jak i nieznośna. Niezależna, realistka, ambitna, ale z drugiej strony ciągle uciekała, używając idiotycznych wręcz wymówek, nie potrafiła się postawić, zdarzało się, że nie mogła widzieć tego, co się działo pod jej nosem. C.B. jest za to miłym facetem, trochę może zbyt wyidealizowanym, ale czarującym. No i Meavy - jak dla mnie postać troszeczkę karykaturalna. Dziesięcioletnie dziecko-geniusz, który przewyższa niejednego dorosłego.

Tak sobie tu narzekam i wytykam każdy błąd, ale muszę powiedzieć, że mimo wszystko miło spędziłam czas z tą książką i w pewnym momencie się wciągnęłam w tę historię. Nie jest ona wybitna, ale ma w sobie coś przyjemnego, w pewnym sensie coś ujmującego. Podobał mi się sposób, w jaki została poprowadzona akcja i zwroty w fabule.

Wiecie, sięgając po "Pojedynek na słowa" bardziej nastawiałabym się na książkę skupiającą się wokół tematu, z jakim współcześnie mamy coraz większy problem.  Komunikacja międzyludzka idzie w złym kierunku i Connie Willis o tym wie i pisze. Ta książka to przestroga i najlepiej tak ją traktować.

1 komentarz: